
Nie wspominałem o tym w autokarze, ale Cesarz został przez niektórych krytyków kompletnie rozjechany. Główny zarzut to brak pomysłu na przełożenie tego tekstu (wszak to reportaż) na deski teatru. Ale jedna z recenzentek, która dała z tego powodu Cesarzowi jedynie 2 gwiazdki na 6, to już spektaklowi Krystyny Jandy (Zapiski z wygnania), w którym inwencji teatralnej było tyle co kot napłakał albo jeszcze mniej (aktorka mówiła tekst, stojąc przy mikrofonie) - przyznała tych gwiazdek 6! I bądź tu człowieku mądry i pisz wiersze. Wniosek z tego jest taki, że recenzje trzeba czytać z dużą dozą ostrożności i bynajmniej nie ufać im bezkrytycznie.
Co do spektaklu... Rzeczywiście jakiegoś klarownego pomysłu, jak ten tekst uteatralizować w spektaklu nie było. W pierwszej części aktorzy w zasadzie wypowiadają swoje kwestie, w drugiej części tych pomysłów teatralnych jest zdecydowanie więcej (np. dolary, które fruwają po scenie czy trybuna zrobiona z cesarskiego szezlongu). Skutkuje to niestety tym, że aktorzy nie wchodzą ze sobą w interakcje i w zasadzie trudno - wypowiadając jedynie tekst z książki Kapuścińskiego - stworzyć zapadającą w pamięć kreację aktorską. Najlepiej z tego zadania wywiązał się Marian Opania, który grał w spektaklu cesarza.
Ale... No właśnie. Tekst Kapuścińskiego jest na tyle mocny i poruszający, że oglądało się to przedstawienie bez cienia znużenia. Kapuściński obnaża nie tylko logikę działania państwa totalitarnego. Opisane przez niego mechanizmy odnoszą się również do każdej społeczności, w której władza jest w rękach jednej osoby lub wąskiego grona osób. To może być korporacja, firma rodzinna lub... teatr. Jak przed tym się bronić? Wydaje się, że jedynym wyjściem jest pozbawić tyrana władzy. Z tym że ci, którzy przychodzą po nim, są po jakimś czasie równie okrutni i bezwzględni...