Od kilku lat układam z moimi dziećmi klocki, ale to doświadczenie na niewiele się zdało i nie pomogło mi w uporaniu się z zadaniem, które mieliśmy do wykonania na warsztatach. A rzecz wyglądała z grubsza tak. Przemek z Alą podzielili nas na cztery grupy. Jedna grupa (konstruktorów) wykonała budowlę z klocków, a zadaniem pozostałych trzech grup było tę budowlę dokładnie odtworzyć. Każda z grup miała do wykorzystania tylko osiem wejść do pokoju konstruktorów (np. raz dwie osoby mogły oglądać budowlę przez 25 sekund, raz można było zdać konstruktorom pytanie otwarte, raz można było zobaczyć te konstrukcję z lewej, raz z prawej strony itp.).
Z zadaniem różne grupy uporały się w różnym stopniu (grupa, w której byłem, uporała się w stopniu minimalnym

). Ale generalnie rzecz była nie do wykonania. Chyba że... No właśnie. Chyba że wszystkie grupy połączyłyby siły i wówczas wspólnie udałoby się bez problemu budowlę odtworzyć. Ale nikt na taki pomysł nie wpadł. I trudno się dziwić. Jako przedstawiciele gatunku homo sapiens od 150 tys. lat żyjemy w różnych grupach i wypracowaliśmy strategie, które pozwalają danej grupie przetrwać w starciu z innymi grupami. A tu nagle w jednej chwili mieliśmy się tego ewolucyjnego dziedzictwa pozbyć? Nie ma mowy. W regulaminie gry nie musiało być informacji, że grupy ze sobą rywalizują. Przyjęliśmy to za pewnik.
Wygląda na to, że kluczem do rozwiązania zadania było znalezienie luk w regulaminie. Szkoda, że nie mieliśmy w naszej grupie prawnika

.