
Paweł Kowalski zagrał tym razem znacznie dłużej niż poprzednimi razami, bo recital skończył się o ... 21.15. A potem jeszcze był tort, więc opuściliśmy Operę przed 22.00.
Najbardziej roztkliwiłem się przy Preludium Cesara Francka no i oczywiście przy Chopinie, którego było dość sporo (m.in Scherzo b-moll op. 31). No i świetny Jan Garbarek na bis (Molde Canticle). W sieci nie ma niestety wersji fortepianowej, tylko na organy, a na fortepianie brzmiało to nieco soczyściej i dynamiczniej.
A potem oczywiście zajęcia fakultatywne w "Pinokiu" w Sopocie i doskonałe mini-wykłady o Chopinie, polifonii Bacha i śmierci opery. Pan Paweł oczywiście zarzekał się, że żadnej belferki nie będzie uprawiał, ale co i rusz się zapominał (ku naszej radości rzecz jasna, bo opowiadał fantastycznie; polifonię Bacha wytłumaczył nam na przykładzie, lecącej akurat w radiu, piosenki A Whiter Shade of Pale zespołu Procol Harum

Mam nadzieję, że recital Wam się spodobał. Tort był smaczny, ale chyba nie wszyscy jedli, bo trochę go zostało.
Cóż.... Z niektórymi osobami spotkam się we wrześniu (Podlasie), z pozostałymi dopiero w październiku. Program na nowy semestr z grubsza jest już gotowy, brakuje mi jeszcze jednego wykładowcy, ale w czerwcu go z pewnością znajdę. Jak zaczniemy kolejną dekadę, dowiecie się we wrześniu. Będzie kilku wykładowców, których znacie, ale będą też nowi, mam nadzieję, że ciekawi.
Życzę wszystkim przyjemnych, spokojnych i bezpiecznych wakacji.