Strona 1 z 1

Szczecin

: 18 lis 2019, o 16:23
autor: Milionis
Wyprawę do Szczecina można zakwalifikować do kategorii "dosyć ekstremalna" ale, jak sądzę, wszyscy doceniają jej walory.
Spodobal nam się sam Szczecin, miasto, które już nie kojarzy się z ruiną powojenną.
Nawet nasza akademiowa koleżanka, pochodząca z tego miasta, które opuściła 20 lat temu, podkreśla ile się w Szczecinie zmieniło.
Co dla mnie bylo odkryciem?
Roślinność.. Największe skupisko platanów w Polsce na Białych Błoniach. Odrestaurowany zamek, a może bardziej odbudowany. Gotyk, kamienice secesyjne... Sporo wydarzeń kulturalnych. Centrum Dialogu "Przełomy" i informacja o podpisanych porozumieniach sierpnia 1980 wcześniej niż w Gdańsku.
No i Filharmonia sama w sobie jedyna i niepowtarzalna. Budynek niby kosmiczny i zachwycający.
Wnętrze działające na zmysły. Ściana w prążki, kafle podlogi z hiszpańskiej manufaktury, schody duże i schody "zakręcone".
Akustyka.. Ogromna orkiestra. Dwie harfy!! Pan.. Mlotkowy.. Na tym "najwiekszym instrumencie świata" wykonana symfonia Mahlera.
Wyrobiona publiczność /zasługa infornacji edukacyjnej /. I dobry, bezpieczny, powrót do domu dzięki naszym panom kierowcom. Chce się żyć!!

Re: Szczecin

: 19 lis 2019, o 11:34
autor: pablo
W Szczecinie byłem już po raz trzeci, ale do tej pory jakoś nigdy nie miałem okazji tego miasta - choćby pobieżnie - zwiedzić. A teraz po raz pierwszy coś zobaczyłem. I Szczecin mi się spodobał. Starówka została w zasadzie doszczętnie zniszczona w czasie wojny (bombardowano port, więc jej się przy okazji też oberwało), ale zostało mnóstwo ciekawej zabudowy śródmiejskiej. To ona tworzy charakter miasta.
Co ciekawe Szczecin rozbudował się dopiero pod koniec XIX wieku, wcześniej było to miasto forteczne, ograniczone w zasadzie do niewielkiej przestrzeni.
I dowiedzieliśmy się także, że w Szczecinie urodziła się caryca Katarzyna II, a także jej córka, której imię wyleciało mi z pamięci. W mieście jedną noc spędził również Andersen, ale Szczecin - jak wynika z jego notatek - niespecjalnie mu się spodobał. No cóż...

O odwadze włodarzy dobrze świadczy to, że nie bali się "przyczepić" nowoczesnego budynku filharmonii do XIX-wiecznej kamienicy. Taki kontrast jest niezwykle ciekawy. No w Paryżu też długo narzekano na Wieżę Eiffla, że popsuła miasto, a teraz nikt Paryża bez wieży nie potrafi sobie wyobrazić. A Centrum Pompidou? Jakieś dziwacznie poplątane rury otoczone starymi budynkami. Mnie się taki sposób mieszania starego z nowym podoba.

Jeśli ktoś ponarzekał sobie na widok filharmonii z zewnątrz, to pewnie jak wszedł do środka, to musiał zamilczeć. Przestrzeń fantastyczna, dominuje biel. Sala koncertowa z kolei tonie w złocie i czerni. Mieliśmy miejsca w tylnych rzędach na balkonie, ale orkiestrę widać było doskonale. I słychać oczywiście też. Pan Lesieczek co prawda narzekał, że z tak dużej odległości trudno trafić pomidorem w dyrygenta, ale na szczęście nie było potrzeby, aby w dyrygenta czymkolwiek rzucać. Grali naprawdę bardzo dobrze. Nikt nie zasnął, a nawet jak na chwilę zasnął, to obudziło go szybko walenie bębnów.
W drodze powrotnej niestety ponad godzinę spędziliśmy w długaśnym korku, w związku z tym do Gdańska dotarliśmy o 4.00 rano. Ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Mamy teraz kilka miesięcy, aby to odespać, bo w najbliższym czasie takiej męczącej wycieczki nie przewidujemy.